Ptysia

Przedstawiam moją kocią towarzyszkę, w doli i niedoli jest ze mną od 10.2007.
Ptysię wzięłam na czas leczenia, była w stanie niepozostawiającym nadziei na przeżycie. Potem miała iść do adopcji. Została.

Przyszła do mnie jako ok. półroczny podlotek wraz z inną kotką, która poszła do adopcji.
Wzięłam ją nie dlatego, że była zagłodzoną, bezdomną, brudną sierotką, choć taka właśnie była, ale dlatego, że była kotką chorą. Okazało się, że jest ranna, a weterynarze nie dawali jej szans na przeżycie nocy. Przeżyła i do dziś ma się dobrze.
Jest kochaną kotką, bardzo uroczą i pełną słodyczy. Bardzo delikatna, łagodna, wrażliwa, śmieszna. Jedni nazywają ją Lady, inni Księżniczką.
Uwielbia kontakt z dziećmi.
Gaduła. Ciągle coś gada i to w najbardziej uroczych tonacjach, jakie można sobie wyobrazić.
Na śniadania budzi mnie, czule liżąc po twarzy, a kiedy to nie skutkuje, stosuje bardziej skuteczne metody.
Na dźwięk szczotki, wybudza się z najgłębszego nawet snu. Szczotka, to jej narkotyk.
Uwielbia klepanie po zadku. ;)
Łasuch, jak każdy u mnie kot.
Nieopanowana, kiedy się czegoś boi, wpada w straszną panikę.
Podczas, gdy mieszkaliśmy na wsi, a pozostała szajka, znająca już wolność, zwiedzała ogród, Ptysia przełamywała swoje pierwsze bariery. Niezwykle pociągający wielki świat, znany dotąd zza okna i jednoczesny lęk przed tyloma bodźcami. Niepokoiłam się, czy da sobie radę. W końcu postanowiłam otworzyć drzwi na oścież i obserwować z tarasu przed domem. Ptysia na początku obserwowała świat wyłącznie z progu i toczyła wewnętrzną walkę, by z czasem zacząć się przełamywać. Pierwsze kilka kroków i dyla z powrotem do domu - tam, gdzie na pewno bezpiecznie. I po chwili kolejne próby. Wielka ekscytacja.
Radość sięgnęła zenitu, kiedy wreszcie zdołała przełamać barierę. To było tak przepełnione radością bieganie galopem po ogrodzie, zataczanie kół, wbieganie na drzewa, ganianie się z Alabastrem... Jakby odkryła raj!  Nigdy nie zapomnę tego widoku. Bezcenne.
W naturze obudziła się w niej też silna terytorialność, bo przeganiała obce koty z ogrodu i systematycznie znaczyła cały teren tak, że dorównywała niekastrowanym kocurom, co zdarza się bardzo rzadko wśród kotek, a już szczególnie sterylizowanych.
Po śmierci Alabastra musieliśmy wrócić do bloku, w związku z czym dużo negatywnych zmian spowodowało, że Ptyśka straciła swoją dawną radość i energię. Bardzo tęskni za Alabastrem, na dźwięk jego imienia nadal szeroko otwiera oczy. Tęskni równie bardzo za wolnością.
Na początku nie chciała akceptować obecności Amanda, a teraz, myślę, że chętnie by zawarła przyjaźń, gdyby tylko na to pozwolił.
Bardzo się z Ptysią kochamy i boleję, że nie mogę zapewnić jej lepszego życia (przynajmniej obecnie).





Kocie piękno nie ogranicza się do urody.

2 komentarze:

  1. :)
    cudo!
    a od nadmiaru myszek chyba dostała oczopląsu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten ostatni portret - zachwycający!

    OdpowiedzUsuń