Pusia i Rudy

Odwiedziłam strony rodzinne.
Mój brat żartuje, że pozarażałam kotami większość rodziny.
A ja myślę, że po prostu trudno jest nie pokochać tych zwierząt, kiedy się z nimi przy jakiejś okazji obcuje.


Pusia, to kotka mojej siostry. Historia jej jest długa, nie będę opowiadać szczegółów, jednak wstępnie była kotką bezdomną. Wrażliwa, subtelna, zabawna i bardzo inteligentna.
Pusia uwielbia wodę. Szczególnie w ekscytacji pędzi na dźwięk pralki, waruje na niej przez całe pranie i łapie wodę, która wypływa do wanny.



A to jest Rudy, Rudy vel Fikuś, stały mieszkaniec sklepu mojego brata.
Pewnego razu niepostrzeżenie wskoczył do auta ekipy podczas montażu okien w terenie i przyjechał do firmy. Chłopaki się zorientowali dopiero po powrocie. I już został. W prywatnym gabinecie brata ma kuwetę, swoje miski, a teren sklepu, to wielki plac zabaw. Oblega wiklinowe sofy przeznaczone klientom. Chodzi po biurku, rozkładając się na klawiaturach, fakturach. Domaga się uwagi. Albo robi za pośrednika między obsługą, a klientem, co chwilami wygląda, jakby naprawdę był przekonany, że pełni w tym sklepie najważniejszą rolę i ciężko pracuje. ;)
Ogromnie towarzyski i zabawowy, byłam tam przez trzy godziny, to nie zdążył się zmęczyć chodzeniem krok w krok za mną i proszeniem o rozrywkę (inni byli zajęci). A do misek poprowadził mnie, jak tylko zobaczył i zdążyłam wpaść nad nim w zachwyt. ;)
Ponoć doskonale wie, do czego służą zęby, ale nie zdążyłam się przekonać.











Przemeblowanie

Zima zapanowała na dobre, nasze okna dachowe przykrywa albo śnieg, albo szron i tak już będzie do wiosny. Szron to i tak mniejsze zło, bo śnieg dodatkowo odcina dopływ światła i w części mieszkania jest ciemno. Koty jednak twierdzą, że podstawowy problem tkwi w braku jakiejkolwiek widoczności. A skoro przez okna nic nie widać, to i nie ma po co wspinać się na wieżę. Zrobiłam więc małe przemeblowanie, przetaszczając ją do pokoju dziennego. Nie przypuszczałam, że zlokalizowana w tym miejscu może sprawić kotom tyle radości. :)  Tymczasem stała się małym kocim centrum. :)













Nowy lokator ;)

Przybył do nas nowy koci lokator na czas prania i suszenia. Jak widać, Ptysi się on najwyraźniej nie spodobał ;) Wręcz wzbudził spory niepokój, że przez cały wieczór zachowywała czujność i podczas, gdy Amando nieszczególnie się przejmował towarzystwem, Ptysia postanowiła nie spuszczać z niego oka. Wprawdzie wcześniej zbadała "nowego", przekonując się, że nie przejawia śladów życia (podchodziła do niego kilkakrotnie, próbując pacnąć łapką i się wycofywała), jednak na wszelki wypadek postanowiła kontrolować sytuację ;)


Ułożyła się do snu dopiero po schowaniu kota, po czym został podstawiony.

Spokojnie, Ptysiu, jutro kotek wróci tam, gdzie jego miejsce - do auta. (Jest to poduszka samochodowa).

Razem

Ptysia z Amandem nie są w bliskiej relacji i jeśli można je czasem zauważyć razem, zwykle chodzi o jedzenie ;]


No, ale taki widok, to niezwykła rzadkość. I niech nikogo nie zmylą pozory, Amando tutaj poddaje się pieszczotom tylko dlatego, że jest rozespany i z lenistwa nie chce mu się reagować.

Aczkolwiek przyjaźń między kotami jest czymś cudownym...





Śpiący Amiś

Nie chciałabym, żeby Amiś zdominował bloga, ale on jest bardziej fotogeniczny. Do niedawna bardzo źle reagował na próby fotografowania go i odwracał się tyłem do aparatu. Ostatnio coś się zaczęło zmieniać.
Prawda, że ma dość malowniczą urodę?




Swego czasu powstał nawet świecznik z masy solnej +/- na wzór umaszczenia Amanda ;)